Wzrok utkwiony w jednym punkcie, oczy
nieprzytomnie błądzące po kolejnych punktach krajobrazu. Głowa bezwiednie
spoczywająca na oparciu. I to zdziwienie, gdy jej ojciec wykrzyknął, że
dojechali na miejsce.
Rozejrzała się wokoło; wszystko wydawało
się takie niepozorne. Ale te drzewa widziały zbrodnię pamiętnej nocy. I
przemilczą swój ból, tak jak teraz to czynią, przez kolejne stulecia.
Niepewnym ruchem weszła do domu. Pomimo,
że mieszkała tu tyle lat, w tym momencie czuła się jak intruz. Stare deski
skrzypiały pod nogami, i choć to ona sama wydawała te przeraźliwe dźwięki, cały
czas miała wrażenie, że jest tu ktoś jeszcze.
Weszła do swojego pokoju. Był pusty.
Stały tam tylko nagie meble. Nic więcej. Czuła się nieswojo grzebiąc po
szufladach, ale musiała znaleźć pamiętnik. W końcu po niego tu przyjechała.
Brakowało jej dotyku jego skórzanej oprawki i zapachu kartek. Wielki dyskomfort
sprawiała jej myśl, że wszystkie jej najskrytsze tajemnice są daleko od niej i
każdy może je przeczytać. Do szczęścia potrzebny jej był tylko ten malutki,
niepozorny notatniczek.
Gdy wreszcie znalazła go pośród starych
książek i zeszytów, odetchnęła z ulgą. Szybko przewertowała kartki pamiętnika.
Coś jednak było nie tak. Ponownie, tym razem dokładniej, przejrzała zapiski.
Oczywiście! Brakowało kilku stron! Rozejrzała się po pokoju. Z ulgą
stwierdziła, że nic oprócz tego nie zniknęło. Ale co było na tych brakujących stronach?
Nie mogła sobie przypomnieć.
***
Wieczorem postanowiła ruszyć się gdzieś z
domu. W końcu była sobota, a od tamtego feralnego wydarzenia minął tydzień. Nie
można żyć wspomnieniami, wciąż powtarzała sobie. Poszła, nie dzwoniąc tym
razem, po swoją niezawodną koleżankę i razem poszły na dyskotekę.
Gdy Rebbeca weszła na salę, zaczęło jej
się kręcić w głowie. Wszędzie unosił się biały dym, który miał robić „imprezowy
efekt”, a ją jedynie przyprawiał o zawroty głowy. Lasery latały jak szalone z
kąta w kąt, co jakiś czas oświetlając obściskującą się na środku parkietu parę.
Mimowolnie przewróciła oczami, ponieważ uważała, że takie manifestowanie
miłości wśród tłumu jest raczej żałosne niż romantyczne, po czym sama rzuciła
się do tańca.
Chciała zapomnieć o wszystkim złym,
wyzbyć się poczucia winy czy uczucia samotności. Tej nocy chciała być
niezależna, wolna, nieograniczona. I była w szampańskim nastroju, do czasu, gdy
przy drzwiach zobaczyła Nicka. Nogi się pod nią ugięły, zrobiło się jej jeszcze
duszniej niż było do tej pory i miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Opanowując
emocje wyszła tylnym wyjściem, łapczywie wciągając powietrza w płuca.
-Dlaczego musiałam się na niego natknąć
właśnie dzisiaj, kiedy chciałam o nim zapomnieć?- mówiła do siebie, opierając
się o ścianę budynku. Usiadła na schodach i wspierając głowę rękoma rozmyślała
o swojej niedoli. W międzyczasie przeleciał samolot, przyjechały kolejne
samochody, a jakaś para, chyba ta z parkietu, wyszła by móc się wreszcie
nacieszyć sobą bez aprobaty rozentuzjazmowanego tłumu.
-Nic tu po mnie – powiedziała. Wchodząc
na salę, znów założyła swój najładniejszy uśmiech, który krył smutek niczym
farba do włosów. Jak to z farbą bywa – kryje, ale odrosty widać. Nie każdy je
zauważa, ale Alisson, mistrzyni spostrzegawczości, od razu poczuła, że coś jest
nie tak.
-Zdradziły cię oczy, Słońce. Mów co się
dzieje? - to powiedziawszy położyła ręce na ramionach Rebbecy i lekko się
uśmiechnęła.
-Nic, nic. Gorszy dzień, niskie ciśnienie…- nie zdążyła dokończyć, bo Alisson już musiała wtrącić :
-Chłopak, czy tak? Gadaj który, jak cię skrzywdził, to będzie miał ze mną do czynienia!
-Nic, nic. Gorszy dzień, niskie ciśnienie…- nie zdążyła dokończyć, bo Alisson już musiała wtrącić :
-Chłopak, czy tak? Gadaj który, jak cię skrzywdził, to będzie miał ze mną do czynienia!
Rebbeca nic nie odpowiedziała. Popatrzyła
tylko na nią smutnym wzrokiem i łzy same popłynęły jej z oczu.
***
Alisson, postanowiła, że mimo wszystko
zostaną. Musiała trochę przymusić do tego Rebbecę, ale ta druga, w końcowym
efekcie, chyba tego nie żałowała. - Nie wiem co ona w sobie ma, ale ją za to
podziwiam - szepnęła sobie w duchu Rebbeca, widząc szalejącą Alisson, która
przyciągała widok kilkudziesięciu chłopaków, gnąc się do jednej z klubowych
piosenek. Rebbecy dodatkowo poprawił się humor, gdy jeden z dyskotekowych
adoratorów zaproponował jej coś do picia. Wyglądem nie przypadł jej do gustu,
ale przyjemnie im się rozmawiało. Zapowiadała się taka piękna znajomość…
Gdy Rebbeca była zajęta dokańczaniem
napoju, by zatańczyć z nowopoznanym kolegą ostatnią piosenkę, w tym momencie do
baru podszedł Nick. Przez całą imprezę go unikała, więc pomyślała, że i tym
razem jej się uda. Spuściła głowę, udając, że rozwiązała jej się sznurówka
ukochanych conversów. Zanim zdążyła podnieść głowę, stał koło niej wysoki
brunet, szczerzący w tym momencie swoje śnieżno-białe zęby.
-Cześć Rebbeca! Zeszła plama? – zapytał,
rzucając przy tym czarujący uśmiech. Ona, niewzruszona, popatrzyła na niego
spod nosa, odpowiadając w odpychający sposób.
- Nie ma po niej śladu. – już chciała dodać niestosowny komentarz w stylu „tak jak ciebie nie powinno tu być”, ale zdołała się powstrzymać. On jednak zdał się nie zauważyć nienaturalnego tonu jej wypowiedzi, więc całkiem serio ciągnął dalej.
- Głupio mi było, że zostawiłem cię samą z plamą na sukience, więc pomyślałem, że może dałabyś się zaprosić na jakieś ciastko czy coś, w ramach rekompensaty? – niestety zanim dokończył ostatnie słowo, ona, zerwawszy się na równe nogi, patrząc mu prosto w oczy, tryumfalnie i z satysfakcją, kategorycznie mu odmówiła. On spojrzał na nią z widocznym zawodem, i odwracając się w ciszy, po prostu od niej odszedł.
- Nie ma po niej śladu. – już chciała dodać niestosowny komentarz w stylu „tak jak ciebie nie powinno tu być”, ale zdołała się powstrzymać. On jednak zdał się nie zauważyć nienaturalnego tonu jej wypowiedzi, więc całkiem serio ciągnął dalej.
- Głupio mi było, że zostawiłem cię samą z plamą na sukience, więc pomyślałem, że może dałabyś się zaprosić na jakieś ciastko czy coś, w ramach rekompensaty? – niestety zanim dokończył ostatnie słowo, ona, zerwawszy się na równe nogi, patrząc mu prosto w oczy, tryumfalnie i z satysfakcją, kategorycznie mu odmówiła. On spojrzał na nią z widocznym zawodem, i odwracając się w ciszy, po prostu od niej odszedł.
Ona stała tam w dalszym ciągu i dopiero
po kilku sekundach dotarło do niej, co właśnie zrobiła. Pogrążyła się w
rozpaczy, i nawet próbujący ją uspokoić chłopak od drinka nic nie dał.
Sfrustrowana wybiegła z klubu i chcąc jak najszybciej uwolnić się od poczucia
winy, opuściła to feralne miejsce.
Żadnego znaczenia nie miało dla niej, że
zostawiła przyjaciółkę samą, pośród rządnych Bóg wie czego facetów, którzy, gdy
ostatni raz ją widziała, otaczali ją z każdej strony. Miała gdzieś, czy się
obrazi, czy przestanie się do niej odzywać. Teraz liczył się tylko on. Znowu.
Wyciągnęła, z zamykanej na klucz skrzyni,
pamiętnik i rozwścieczona zaczęła pisać.
Sobota
Zauważyłam, że mam taką nietypową prawidłowość
– jak droga jest wprost proporcjonalna do kwadratu czasu w ruchu jednostajnie
przyspieszonym, tak ja, wszystko na czym mi zależy, nieustannie pier… po prostu
– pieprzę.
Ale dzisiaj przeszłam samą siebie.
Odmówiłam chłopakowi, o którym myślę dzień w dzień. Nie śpię przez niego po
nocach, a dzisiaj, jak jakaś beznadziejna sadystka, która zdając sobie sprawę,
co ktoś będzie przeżywał, mówi bolesne słowa, by tylko zadać ból, powiedziałam
mu „nie”, choć tak naprawdę było to ostatnią rzeczą, którą chciałam by ode mnie
usłyszał. Mogłam za nim pobiec, przeprosić go, powiedzieć „tak”. Ale zanim
zdążyłam się zorientować, co właśnie zrobiłam, jego już nie było. Zniknął
gdzieś i już go więcej nie zobaczyłam. Zostawił mnie sam na sam z moim
sumieniem i poczuciem winy, bo jeszcze tak błyszczących oczu nie widziałam u
żadnego chłopaka.
Co ja najlepszego narobiłam ?! Czuję się
jak bezwartościowy śmieć.