piątek, 29 listopada 2013

Rozdział X cz. 2


Następnego dnia bardzo bolała ją głowa. To pewnie kac, pomyślała, uśmiechając się do siebie. Założyła dresy, luźną bluzkę, przykryła się kocem i prawie do wieczora siedziała przed telewizorem, bezmyślnie oglądając głupie seriale. Tego dnia była kompletnie rozbita. Miała wrażenie, że wczorajszy dzień był jedynie snem. Już chciała zadzwonić do Alisson, lecz zobaczywszy na wieszaku swoją białą sukienkę ubrudzoną czerwoną plamą, zdała sobie sprawę, że to naprawdę miało miejsce wczorajszej nocy.
  
                                          Drogi pamiętniku!
Dlaczego życie jest takie dziwne? Wszędzie już chyba szukałam miłości, a gdy wreszcie wydawało mi się, że ją znalazłam, znów coś się pieprzy. Jak w jakimś błędnym kole. Tylu chłopaków ubiegało się o moje względy, a teraz, gdy spotkałam swój ideał, ja nie jestem jego wymarzoną. Jaki to ma sens? Czy można znaleźć tą idealną „drugą połówkę”? I czy w ogóle coś takiego istnieje? Może po prostu jakiś „natchniony poeta” napocił coś w jednym ze swoich „dzieł”, a teraz my bezmyślnie powtarzamy za nim twierdzenie, że dopiero, gdy odnajdziemy swoją „drugą połówkę” będziemy w pełni szczęśliwi. Przecież jesteśmy samowystarczalni, nie żyjemy w jakiejś symbiozie z innymi ludźmi. Można żyć w samotności. I ja będę tego najlepszym przykładem.

Na jej twarzy pojawił się tryumfalny uśmiech. –Wreszcie napisałam to, co chciałam napisać. Słowo w słowo.
Jeszcze raz spojrzała na kartkę. Na luźną, wolną kartkę, która nie była ograniczona przynależnością do jakiejś części zeszytu. Ale dlaczego pisała na kartce, a nie w pamiętniku?
- Musiałam go zostawić w poprzednim domu – pomyślała Rebbeca. – Na szczęście jedziemy tam w przeszły weekend, więc myślę, że uda mi się odzyskać mój notatnik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz