piątek, 20 września 2013

Rozdział X


Po tym wydarzeniu długo nie mogła dojść do siebie. Budziła się w środku nocy, mając przed oczami widok sprzed kilku dni. W jednej chwili do oczu napływały jej łzy i wybuchała duszącym płaczem. Nie mogła się w żaden sposób się uspokoić. Było tak źle, że musiała skorzystać z pomocy psychologa. Ten zalecił jej branie leków, i po pewnym czasie wszystko wróciło do normy.
Główne znaczenie miała wtedy przeprowadzka. Cieszyło ją, że wyprowadzi się z tego miejsca. Miała z nim zbyt dużo bolesnych wspomnień. Znacznie łatwiej było jej zapomnieć o przeszłości, gdy zaczynała wszystko od nowa. Choć nikogo nie znała, czuła się z tym dobrze. Nie musiała wracać do tego, co było. Nikt nie wiedział o niej więcej, niż chciała.
Wkrótce poznała kilka osób, z którymi od tej pory się trzymała. Zaprzyjaźniła się nawet z pewną dziewczyną– Alisson. Spędzała z nią każdą wolną chwilę. Alisson była jej kompletnym przeciwieństwem – była wesoła, lubiła żartować. Nie zawsze zachowywała się odpowiednio do sytuacji i była trochę infantylna, ale właśnie za to Rebbeca ją polubiła.
Pewnej pochmurnej soboty Alisson zaproponowała Rebbecy, by się spotkać. Szybko więc zrobiła makijaż, ubrała się w obcisłą sukienkę i w pośpiechu wyszła do przyjaciółki. Miała dość odwiecznego siedzenia w książkach. Chciała się oderwać od rzeczywistości, zabawić. Brakowało jej tego.
Z początku nie mogła trafić do jej domu, gubiąc się w gąszczu alejek. Ostatecznie,
z niemałą trudnością, przyszła pod właściwy adres. Gdy weszła do pokoju w którym znajdowali się wszyscy zaproszeni goście, Alisson podbiegła do niej i wykrzyknęła radośnie „niespodzianka!” przytulając ją do siebie. „Jak to możliwe, że zapomniałam o własnych urodzinach?”, niedowierzała. Rozejrzała się dookoła. Znała większość, lecz kilka twarzy widziała pierwszy raz w życiu. Wśród nich znajdował się pewien brunet, którego wprawdzie kojarzyła ze szkoły, ale nigdy nie miała okazji zamienić z nim słowa.
- Hej, co to ma być, co? – rzuciła żartobliwie do Alisson, która sprawiała wrażenie dumnej z siebie.
- Masz dzisiaj urodziny i tak czułam, że o nich zapomnisz, więc wzięłam sprawy w swoje ręce – odpowiedziała szczerząc do niej zęby. Wtedy przeszedł koło nich owy brunet.
- Kto to jest?- szepnęła Rebbeca, cały czas wodząc za nim wzrokiem. Widząc to Alisson, z lekkim uśmiechem na twarzy odpowiedziała – Nick.
Rebbeca zdążyła poznać prawie wszystkich gości, których zaprosiła Alisson, jednak wciąż nie udało jej się porozmawiać z Nickiem. Od czasu do czasu spoglądała na niego, jednak zawsze, gdy to robiła, bawił się w najlepsze z nieodstępującymi go na krok dziewczynami. Gdy odszedł na chwilę do toalety, postanowiła skorzystać z okazji i porozmawiać z nim sam na sam. Stanęła pod drzwiami ubikacji i niczym dziki kot czyhający na swą ofiarę, czekała na niego. Na nieszczęście Elizabeth, dość energicznie otworzył drzwi, wytrącając z jej ręki kieliszek czerwonego wina, które z kolei wylądowało na jej jasnej sukience. Zatkał usta ręką, z lekkim oszołomieniem wybełkotał „przepraszam”, po czym, nie mogąc się powstrzymać, wybuchnął śmiechem.
- Na przyszłość uważaj jak otwierasz drzwi, bo może tam stać jakaś dziewczyna z kieliszkiem wina, ubrana na biało -  powiedziała żartobliwie. Nie udało mu się nic na to odpowiedzieć, bo w momencie pojawiły się koło niego adoratorki, zaciągając go na główną salę. Zdążył tylko rzucić jej przepraszające spojrzenie i tyle go widziała.
Resztę wieczoru siedziała sama, oparta o ścianę, sącząc nieszczęsne wino, które wreszcie mogła pić. Patrzyła na parkiet, na którym definitywnie królował Nick. Wokół niego kręciły się rozmarzone dziewczyny, które wydawały się nie widzieć świata poza nim. Na drugim końcu sali Alisson całowała się ze swoim chłopakiem. Wtedy Rebbeca zdała sobie sprawę, jaka jest teraz samotna. Jej związek z Justinem rozpadł się kilka dni po przeprowadzce, i choć miała tu wielu znajomych i długo oczekiwaną przyjaciółkę – czuła, że czegoś jej brak. Tęskniła za ciepłem, troskliwością i miłością, jaką dawał jej Justin. Potrzebny jej teraz był ktoś właśnie taki. Jedyną nadzieję pokładała w Nicku, jednak on nie spojrzał na nią ani jeden raz. Przygnębiło ją to na tyle, że postanowiła wymyśleć jakąś wymówkę i wrócić do domu.
Szła sama drogą. Z powodu znacznej ilości alkoholu, który zdołała spożyć w ciągu samotnie spędzonych godzin, wszystko kręciło jej się przed oczami i miała wrażenie, że zaraz się przewróci. Do tej pory nie wiedziała, jak to jest być pijaną, ale teraz, gdy była, w głowie pojawiła jej się myśl, że nietrzeźwość jest przereklamowana. Starała się utrzymać równowagę, jednak było to bardzo trudne, dlatego od czasu do czasu wspierała się o latarnie, czy inne napotkane przedmioty.
Gdy wreszcie doszła do swojego domu, dziękowała Bogu, że jej „przechadzka” wreszcie dobiegła końca. Gdyby trasa była choć trochę dłuższa, nie byłaby pewna, czy udałoby jej się dojść do celu. Zadowolona ściągnęła z siebie poplamioną sukienkę, zsunęła obgryzające ją szpilki, i rzucając się na łóżko, niemalże od razu zapadła w głęboki sen.


piątek, 13 września 2013

Rozdział IX cz. 2


Nadszedł czerwiec, a z nim koniec roku szkolnego. Pomimo tego, że wraz z rozdaniem świadectw ich klasa miała się rozpaść, Rebbeca nie przywiązywała do tego najmniejszej wagi. Wciąż nie mogła nacieszyć się Justinem, który z każdym dniem wydawał się jej jeszcze bardziej perfekcyjny.
Codziennie chodzili na spacery do parku, tak jak lubiła Rebbeca. Trzymali się za ręce, szli wolnym krokiem, od czasu do czasu przytulając się do siebie. Takie sceny widziała dotychczas tylko w filmach. Nigdy w życiu  nie pomyślałaby, że za rok spotka mężczyznę swoich marzeń, a sny staną się rzeczywistością. Żyła w bajce, nic nie było w stanie zniszczyć jej idealnego świata. No prawie nic…
Pewnego dnia Rebbeca, tak jak zwykle, poszła na spacer z Justinem. Było nieco pochmurno i chłodno, jak na czerwcowe popołudnie, jednak nie przeszkadzało im to w realizacji planów. Szli ścieżką, gdy nagle usłyszała za sobą szmer. Odwróciła się. Nikogo tam nie było. W ogóle w całym parku nikogo nie było. Uszli kilka kroków do przodu, gdy ponownie coś zaszeleściło. Nie odwracała się już więcej. Wiedziała jedno –była obserwowana.
           Świadomość, że nie są sami, a ktoś bacznie przygląda się jej każdemu ruchowi, odebrała jej całą chęć na wieczorne przechadzki. Justin, tak jak go poprosiła, odprowadził ją do domu i poszedł w swoją stronę.
            Rebbeca położyła się na łóżku i rozmyślała. Kto to mógł być, szukała w myślach odpowiedzi, jednak ta nie przychodziła. Nagle coś stuknęło o szybę. Jakby ktoś rzucił małym kamyczkiem w okno. Odsłoniła firanki i pozwoliła świeżemu powietrzu dostać się do środka.
Próbowała coś znaleźć. Cokolwiek, by wyjaśnić dlaczego słyszała ten dźwięk. Właściwie nie musiało to być realne, byleby tylko jej psychika się na to nabrała. Zamarła. Widziała kogoś. Całego ubranego na czarno. Reszta jej się rozmazywała, jednak pomimo znacznej odległości widziała twarz tego człowieka. Bo to był człowiek, prawda?, uspokajała siebie samą. On ze swoistym spokojem, oparty o drzewo, patrzył na nią. Miał okropną twarz. Jak z najgorszego horroru. Miała ochotę krzyczeć, ale wiedziała, że to mogłoby tylko zachęcić go do dalszych działań i nie pomogłoby jej w żaden sposób. Puki co stali, ona śmiertelnie przerażona, on rozbawiony całą sytuacją. Nie wiedziała do czego jest zdolny. Chciała zawołać tatę, on jednak był w pracy. Akurat wtedy, kiedy, co rzadko się zdarzało, go potrzebowała.
            Zadzwonił telefon. Dzwonek był taki sam jak zawsze, lecz w tamtej chwili brzmiał przerażająco. To była wiadomość. „Jeśli z nim nie skończysz, czeka go to samo.”, przeczytała.
Wstrzymała oddech. Co znaczy „to samo”? O czym mówi ten ktoś?, łkała, spoglądając na wiadomość z nieznanego numeru. Chciała oddzwonić, odpisać, wszystko jedno. Miała nadzieję, że to tylko zły sen. Niestety.
          Z zewnątrz usłyszała miałczenie kota. Swojej ukochanej kotki. Ale ona nigdy tak nie miałczała. Dźwięki jakie z siebie wydawała, brzmiały jakby zaprzedała duszę diabłu. Zapomniała o wszystkim i zbiegła na dół. Otworzyła drzwi prowadzące na ganek. Leżała tam. W środku czerwonej kałuży. W jej sztywny kark był wbity nóż kuchenny. Nie żyła.
           Ryknęła. To przekraczało wszelkie granice. Przytuliła się do zwłok, brudząc jedwabną bluzkę bordową, ciepłą jeszcze krwią. Rozejrzała się gorączkowo po podwórku, lecz nikogo tam nie zobaczyła. Była sama, sama z martwą przyjaciółką. Jedyną jaką miała.

                                                                 ***
Zadzwoniła do ojca. Tym razem nie miał skrupułów, by zwolnić się z pracy. Przyjechał do niej w piętnaście minut. Razem zadzwonili na policję, która nadzwyczaj szybko wykonała swoje zadanie. I choć wszyscy zapewniali Rebbecę, że na pewno uda im się znaleźć sprawcę zbrodni, tej nocy nie zmrużyła oka. Czuwała, jak gdyby w jakiś magiczny sposób mogło to przywrócić życie Belli. Nie mogła pogodzić się z myślą, że już jej nie będzie. Że moment, w którym przytuliła się do zwłok był ostatnim pożegnaniem.

piątek, 6 września 2013

Rozdział IX


Dzwoniła, pisała, wszystko na nic. Cały tydzień próbowała się z nim skontaktować, on jednak nie odpowiadał. Nie chodził do szkoły, nie wiedziała co się z nim dzieje. Ale dlaczego? Czy coś się stało?
W następny poniedziałek pojawił się na zajęciach, jednak nie zamienił z Rebbecą ani jednego zdania. Nawet na nią nie spojrzał. Był cały blady, wyciągnięty i jeszcze chudszy niż wydawał się być zazwyczaj. Pod oczami miał podkowy, które wyraźnie sygnalizowały jego niewyspanie. Wyglądał jak duch, który powrócił zza światów.
Gdy Rebbeca wróciła do domu była przygnębiona. Zniknął jej uśmiech z twarzy, który zdobyła rano otrzymując komplement od kasjera w kawiarni. Otworzyła drzwi, wyszła po schodach na górę i rzuciwszy torbą w kąt, sama rzuciła się na łóżko. Miała dość tego feralnego dnia, w którym nie wiedzieć czemu, jej najlepszy przyjaciel zachowywał się jakby jej nie znał. Ta cała jej sytuacja była dla niej niezrozumiała, kompletnie nie wiedziała co ma robić.
Wtedy zobaczyła coś na swoim biurku. Na biurku, które rano sprzątała, nie zostawiając nic. Podniosła się z łóżka i podeszła bliżej. To był list. Zaadresowany do niej.
Chwyciła kopertę i obróciła ją dookoła, szukając nadawcy. Nie znalazła. Było na niej tylko jej nazwisko. Po chwili wahania otworzyła list. Był napisany ręcznie. Nie spodziewała się od nikogo listu, ba, nawet nie miała nikogo, kto takowy mógłby wysłać.
Wciągnęła powietrze w płuca i zaczęła czytać. Pierwsze zdania były niewinne, niczego nie zdradzały. Po chwili jednak wszystko stało się jasne - ten list był od Justina.

Gdy cię poznałem, od razu wiedziałem, że będziesz dla mnie kimś więcej. Być może lepiej by było, gdybym powiedział ci to prosto w twarz, ale boję się, że słowa uwięzłyby mi w gardle. Otóż, droga Rebbeco… nie mogę już dłużej tego ukrywać. Po prostu nie potrafię. Kocham cię.

Płakała. Wszystkie słowa rozmazały się wokół dwóch z nich – „kocham cię”. Wpatrywała się w nie, nie mogąc uwierzyć w ich prawdziwość. Ona też go kochała, lecz bała się, że znów zaufa niewłaściwej osobie i że znów ktoś ją zrani. Ale tym razem kochała i była prawdziwie kochana jednocześnie. Czuła się taka szczęśliwa. Chwyciła za telefon i w ciągu sekundy napisała mu krótkie „i love you too”. Czekała na odpowiedź z niecierpliwością. Po dziesięciu minutach usłyszała sygnał wiadomości. Podekscytowana przeczytała wiadomość, lecz ku jej rozczarowaniu, nadawcą nie był Justin. Był nim Tom.
Przerażona czytała sms-a, ponownie widząc wyznania miłosne. W pośpiechu zadecydowała, że najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji będzie spławienie go. Niestety to nie było takie proste. On pisał, cały czas, jak gdyby pokłócili przed chwilą. A przecież minęło już tyle miesięcy. Przepraszał, błagał o wybaczenie, obiecywał, że się zmieni – ona jednak pisała w kółko „nie chcę cię znać. Znikaj z mojego życia”. Po dziesiątej wiadomości przestał ją nękać. Nie pisał już więcej.
Pochłonięta odpisywaniem na nowe wiadomości swojego chłopaka, Rebbeca całkowicie zapomniała o Tomie. Nie martwiło ją, że na nowo pojawił się w jej życiu, ponieważ była z Justinem i wiedziała, że w razie potrzeby może na niego liczyć.