piątek, 13 września 2013

Rozdział IX cz. 2


Nadszedł czerwiec, a z nim koniec roku szkolnego. Pomimo tego, że wraz z rozdaniem świadectw ich klasa miała się rozpaść, Rebbeca nie przywiązywała do tego najmniejszej wagi. Wciąż nie mogła nacieszyć się Justinem, który z każdym dniem wydawał się jej jeszcze bardziej perfekcyjny.
Codziennie chodzili na spacery do parku, tak jak lubiła Rebbeca. Trzymali się za ręce, szli wolnym krokiem, od czasu do czasu przytulając się do siebie. Takie sceny widziała dotychczas tylko w filmach. Nigdy w życiu  nie pomyślałaby, że za rok spotka mężczyznę swoich marzeń, a sny staną się rzeczywistością. Żyła w bajce, nic nie było w stanie zniszczyć jej idealnego świata. No prawie nic…
Pewnego dnia Rebbeca, tak jak zwykle, poszła na spacer z Justinem. Było nieco pochmurno i chłodno, jak na czerwcowe popołudnie, jednak nie przeszkadzało im to w realizacji planów. Szli ścieżką, gdy nagle usłyszała za sobą szmer. Odwróciła się. Nikogo tam nie było. W ogóle w całym parku nikogo nie było. Uszli kilka kroków do przodu, gdy ponownie coś zaszeleściło. Nie odwracała się już więcej. Wiedziała jedno –była obserwowana.
           Świadomość, że nie są sami, a ktoś bacznie przygląda się jej każdemu ruchowi, odebrała jej całą chęć na wieczorne przechadzki. Justin, tak jak go poprosiła, odprowadził ją do domu i poszedł w swoją stronę.
            Rebbeca położyła się na łóżku i rozmyślała. Kto to mógł być, szukała w myślach odpowiedzi, jednak ta nie przychodziła. Nagle coś stuknęło o szybę. Jakby ktoś rzucił małym kamyczkiem w okno. Odsłoniła firanki i pozwoliła świeżemu powietrzu dostać się do środka.
Próbowała coś znaleźć. Cokolwiek, by wyjaśnić dlaczego słyszała ten dźwięk. Właściwie nie musiało to być realne, byleby tylko jej psychika się na to nabrała. Zamarła. Widziała kogoś. Całego ubranego na czarno. Reszta jej się rozmazywała, jednak pomimo znacznej odległości widziała twarz tego człowieka. Bo to był człowiek, prawda?, uspokajała siebie samą. On ze swoistym spokojem, oparty o drzewo, patrzył na nią. Miał okropną twarz. Jak z najgorszego horroru. Miała ochotę krzyczeć, ale wiedziała, że to mogłoby tylko zachęcić go do dalszych działań i nie pomogłoby jej w żaden sposób. Puki co stali, ona śmiertelnie przerażona, on rozbawiony całą sytuacją. Nie wiedziała do czego jest zdolny. Chciała zawołać tatę, on jednak był w pracy. Akurat wtedy, kiedy, co rzadko się zdarzało, go potrzebowała.
            Zadzwonił telefon. Dzwonek był taki sam jak zawsze, lecz w tamtej chwili brzmiał przerażająco. To była wiadomość. „Jeśli z nim nie skończysz, czeka go to samo.”, przeczytała.
Wstrzymała oddech. Co znaczy „to samo”? O czym mówi ten ktoś?, łkała, spoglądając na wiadomość z nieznanego numeru. Chciała oddzwonić, odpisać, wszystko jedno. Miała nadzieję, że to tylko zły sen. Niestety.
          Z zewnątrz usłyszała miałczenie kota. Swojej ukochanej kotki. Ale ona nigdy tak nie miałczała. Dźwięki jakie z siebie wydawała, brzmiały jakby zaprzedała duszę diabłu. Zapomniała o wszystkim i zbiegła na dół. Otworzyła drzwi prowadzące na ganek. Leżała tam. W środku czerwonej kałuży. W jej sztywny kark był wbity nóż kuchenny. Nie żyła.
           Ryknęła. To przekraczało wszelkie granice. Przytuliła się do zwłok, brudząc jedwabną bluzkę bordową, ciepłą jeszcze krwią. Rozejrzała się gorączkowo po podwórku, lecz nikogo tam nie zobaczyła. Była sama, sama z martwą przyjaciółką. Jedyną jaką miała.

                                                                 ***
Zadzwoniła do ojca. Tym razem nie miał skrupułów, by zwolnić się z pracy. Przyjechał do niej w piętnaście minut. Razem zadzwonili na policję, która nadzwyczaj szybko wykonała swoje zadanie. I choć wszyscy zapewniali Rebbecę, że na pewno uda im się znaleźć sprawcę zbrodni, tej nocy nie zmrużyła oka. Czuwała, jak gdyby w jakiś magiczny sposób mogło to przywrócić życie Belli. Nie mogła pogodzić się z myślą, że już jej nie będzie. Że moment, w którym przytuliła się do zwłok był ostatnim pożegnaniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz