Dzwoniła,
pisała, wszystko na nic. Cały tydzień próbowała się z nim skontaktować, on
jednak nie odpowiadał. Nie chodził do szkoły, nie wiedziała co się z nim
dzieje. Ale dlaczego? Czy coś się stało?
W
następny poniedziałek pojawił się na zajęciach, jednak nie zamienił z Rebbecą
ani jednego zdania. Nawet na nią nie spojrzał. Był cały blady, wyciągnięty i jeszcze
chudszy niż wydawał się być zazwyczaj. Pod oczami miał podkowy, które wyraźnie
sygnalizowały jego niewyspanie. Wyglądał jak duch, który powrócił zza światów.
Gdy
Rebbeca wróciła do domu była przygnębiona. Zniknął jej uśmiech z twarzy, który
zdobyła rano otrzymując komplement od kasjera w kawiarni. Otworzyła drzwi,
wyszła po schodach na górę i rzuciwszy torbą w kąt, sama rzuciła się na łóżko.
Miała dość tego feralnego dnia, w którym nie wiedzieć czemu, jej najlepszy
przyjaciel zachowywał się jakby jej nie znał. Ta cała jej sytuacja była dla
niej niezrozumiała, kompletnie nie wiedziała co ma robić.
Wtedy
zobaczyła coś na swoim biurku. Na biurku, które rano sprzątała, nie zostawiając
nic. Podniosła się z łóżka i podeszła bliżej. To był list. Zaadresowany do
niej.
Chwyciła kopertę i obróciła ją dookoła, szukając nadawcy. Nie znalazła. Było na niej tylko jej nazwisko. Po chwili wahania otworzyła list. Był napisany ręcznie. Nie spodziewała się od nikogo listu, ba, nawet nie miała nikogo, kto takowy mógłby wysłać.
Chwyciła kopertę i obróciła ją dookoła, szukając nadawcy. Nie znalazła. Było na niej tylko jej nazwisko. Po chwili wahania otworzyła list. Był napisany ręcznie. Nie spodziewała się od nikogo listu, ba, nawet nie miała nikogo, kto takowy mógłby wysłać.
Wciągnęła
powietrze w płuca i zaczęła czytać. Pierwsze zdania były niewinne, niczego nie
zdradzały. Po chwili jednak wszystko stało się jasne - ten list był od Justina.
„Gdy cię poznałem, od razu
wiedziałem, że będziesz dla mnie kimś więcej. Być może lepiej by było, gdybym
powiedział ci to prosto w twarz, ale boję się, że słowa uwięzłyby mi w gardle.
Otóż, droga Rebbeco… nie mogę już dłużej tego ukrywać. Po prostu nie potrafię.
Kocham cię.”
Płakała.
Wszystkie słowa rozmazały się wokół dwóch z nich – „kocham cię”. Wpatrywała się
w nie, nie mogąc uwierzyć w ich prawdziwość. Ona też go kochała, lecz bała się,
że znów zaufa niewłaściwej osobie i że znów ktoś ją zrani. Ale tym razem
kochała i była prawdziwie kochana jednocześnie. Czuła się taka szczęśliwa.
Chwyciła za telefon i w ciągu sekundy napisała mu krótkie „i love you too”. Czekała
na odpowiedź z niecierpliwością. Po dziesięciu minutach usłyszała sygnał
wiadomości. Podekscytowana przeczytała wiadomość, lecz ku jej rozczarowaniu,
nadawcą nie był Justin. Był nim Tom.
Przerażona
czytała sms-a, ponownie widząc wyznania miłosne. W pośpiechu zadecydowała, że
najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji będzie spławienie go. Niestety to nie
było takie proste. On pisał, cały czas, jak gdyby pokłócili przed chwilą. A
przecież minęło już tyle miesięcy. Przepraszał, błagał o wybaczenie, obiecywał,
że się zmieni – ona jednak pisała w kółko „nie chcę cię znać. Znikaj z mojego
życia”. Po dziesiątej wiadomości przestał ją nękać. Nie pisał już więcej.
Pochłonięta
odpisywaniem na nowe wiadomości swojego chłopaka, Rebbeca całkowicie zapomniała
o Tomie. Nie martwiło ją, że na nowo pojawił się w jej życiu, ponieważ była z
Justinem i wiedziała, że w razie potrzeby może na niego liczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz