czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział I


Była noc. Siedziała samotnie na ganku przed domem. Światło lampy wiszącej nad jej głową padało na książkę, którą trzymała na kolanach. Wokoło była tylko cisza – i ona. Czasami było to tak drażniące, że nie mogła się skupić na czytaniu. Słyszała jak bije jej serce, jak pulsuje krew – czuła się jak w próżni.
Od czasu do czasu było słychać ćwierkanie ptaków i odgłosy wydawane przez koniki polne. Była pełnia, księżyc prezentował się okazale, a wokoło jego postury błyszczały jasne jak nigdy przedtem gwiazdy. Noc ta była zwyczajna, jakby się mogło wydawać, jednak w powietrzu unosiło się coś, co zapowiadało niecodzienne wydarzenia…
Nagle, spośród nieprzeniknionej ciemności, zaczęła się wyłaniać postać – postać człowieka. Wyrósł jakby spod ziemi, niezauważony przez Rebbecę, dopóki do niej nie podszedł. Ona, gdy usłyszała jego głos, w miejscu, gdzie przed chwilą nikogo nie było, zerwała się natychmiast. Upuściła książkę i zacisnęła mocniej widelec, który przed chwilą służył jej do jedzenia ciasta truskawkowego. Cofnęła się kilka kroków do tyłu, ani na chwilę nie spuszczając z oka mężczyzny.
On natomiast stał spokojnie, niewzruszony, patrząc na nią śmiało.
- Kim jesteś i co tu robisz ? – zapytała po chwili nerwowym głosem, cały czas ściskając w ręce sztuciec.
- Jestem Tom. – odpowiedział. - Spokojnie, nie musisz się mnie bać. –dodał, widząc minę Rebbecy. –Codziennie wieczorami chodzę na spacery, a gdy cię zobaczyłem, postanowiłem podejść.
-Ale jakim cudem cię nie zauważyłam? Przecież nie mogłeś podejść tak cicho…
Z resztą nie ważne. Jestem Rebbeca – powiedziała odkładając widelec na stolik, po czym podała dłoń chłopakowi.
- Gdzie mieszkasz, jesteś stąd ?
- Tak, przeprowadziłem się tu miesiąc temu.
- Och, pewnie dlatego cię nie kojarzę.
- Możliwe.. Ile masz lat ?
- Szesnaście.
-  Czym się interesujesz ? Prowadzisz jakiś pamiętnik, czy coś? Dziewczyny
w twoim wieku chyba lubią pisać pamiętniki.
- Nie mam jakichś szczególnych zainteresowań. Ale z pamiętnikiem trafiłeś. Prowadzę go, odkąd skończyłam dziesięć lat.
- Doprawdy ? To dość długo. A masz chłopaka, jeśli wolno spytać ?
- Ej, nie tak szybko! Znamy się od dwudziestu minut. – rzuciła półżartem.
- Eee tam. Chyba mi ufasz, co ? No popatrz mi w oczy.
              Spojrzała na niego i po pewnym czasie przyłapała się na tym, że nie może oderwać od niego wzroku. Miał niesamowite oczy. Nigdy przedtem takich nie widziała. Jego spojrzenie było odważne, wyzywające, ale skrywające masę tajemnic jednocześnie. Były zagadką, a Rebbeca już teraz wiedziała, że chce ją rozwiązać.
- Nie mam chłopaka. – wybełkotała po chwili.
- Och, to… gdybyś kiedyś chciała gdzieś wyjść, to daj znać. Masz tu mój numer. – powiedział, wyciągając wizytówkę z kieszeni swojej skórzanej kurtki. – Wiesz, niestety będę musiał już iść, bo późno się robi.
- Okey. I Tom – zaczęła, kiedy chłopak nieznacznie się oddalił- przepraszam za moje zachowanie wobec ciebie. Po prostu się wystraszyłam, to wszystko.
- Nie ma sprawy. W sumie to cię rozumiem. Mogłem dać jakiś znak, czy coś… nie pomyślałem. Ja też przepraszam.
- W porządku. Do zobaczenia.
- Cześć. – powiedział i jakby się rozpłynął.
Rebbeca jeszcze długo patrzyła w ciemność, w której po raz ostatni go widziała. „Może nareszcie los się do mnie uśmiechnął?”- pomyślała. W chwilę po tym zasnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz