piątek, 26 lipca 2013

Rozdział III


Gdy nadszedł wieczór usiadła w tym samym miejscu, z tą samą książką co kiedyś, starając się w ten sposób przywrócić wspomnienie tamtej nocy.
Tym razem bardziej przypatrywała się zaroślom, licząc na to, że dostrzeże w nich Toma. Niestety, mijały godziny, a Toma ciągle nie było.
Oczy jej się powoli zamykały, gdy w pewnym momencie go ujrzała. Nie wiedziała, czy widzi go naprawdę, czy też tęskni za nim tak bardzo, że ma „miłosne halucynacje”. Otrząsnęła się więc i otworzyła szeroko oczy. Ku jej szczęściu Tom stał tam nadal, rzucając jej swój piękny uśmiech.
- Dlaczego nie oddzwoniłeś? – zapytała, starając się pokazać mu, jak bardzo jest na niego zła. – Gdzie byłeś? Myślałam, że mnie okłamałeś.
- Przepraszam, musiałem nagle wyjechać, a nie było tam zasięgu. Właściwie to nawet nie dostałem powiadomienia, że dzwoniłaś. Przecież bym oddzwonił. – odpowiedział. – Czy w ramach rekompensaty dasz się gdzieś zaprosić? Może kino, jutro o 19?
Podniosła wzrok i popatrzyła na niego badawczo. W końcu roześmiała się i powiedziała, jakby to było oczywiste : - Naturalnie, że z tobą pójdę.

                                              ***

- Tom, tak wiele już o mnie wiesz, a ja o tobie praktycznie nic. Możesz mi coś o sobie opowiedzieć?
- Nie mam zbyt barwnego życia. Rodzice zmarli, gdy miałem pięć lat. Dorastałem pod okiem babci, niestety i ona odeszła. Było to właśnie miesiąc temu. Można powiedzieć, że miałem szczęście, bo półtora miesiąca temu skończyłem osiemnaście lat. Po śmierci babci stwierdziłem, że nie mam czego szukać w tym małym miasteczku, więc przeniosłem się tutaj. – powiedział, a jego twarz nieco zbladła i roziskrzone dotąd oczy stały się nieruchome i matowe.
- Och.. przykro mi. Rozumiem, że ciężko ci o tym mówić. Ja też miałam babcię. Była wspaniałą kobietą. Niestety to jedyne, co mi po niej pozostało. – wskazała ręką na kotkę. – Czasem mam wrażenie, że babcia próbuje mi coś przez nią przekazać. Pomimo, że nie żyje już dziewięć lat, ciągle czuję z nią silną więź. Tak, jakby jej duch został zamknięty w Belli.
Obydwoje zamilkli. Rebbeca błądziła wzrokiem po podłodze, od czasu do czasu spoglądając na Toma. On był skupiony, nie zwracał na nią uwagi. Wpatrzony w jeden punkt, siedział nieruchomo przez prawie pięć minut. W pewnym momencie ocknął się i zaczął rozmowę od nowa.
- Masz jakieś rodzeństwo?
- Niestety nie mam. Przyjaciół też właściwie nie mam, więc jedyną otuchą jest dla mnie Bella.
- W szkole też nie masz żadnych znajomych? Nie wierzę, że taka piękna dziewczyna jak ty nie ma przyjaciół! Przyjaciółek może niekoniecznie, bo wiele pewnie byłoby zazdrosnych, ale adoratorów powinnaś mieć całe mnóstwo!
- No jak widzisz, ja nie mam tego szczęścia.- odpowiedziała, lekko się rumieniąc. Jej niebieskie oczy błyszczały niczym gwiazdy, a długie blond włosy opadały delikatnie na szczupłe ramiona. Ubrana była w białą, zwiewną i nieco przydużą koszulę taty, w której wyglądała niczym anioł. – Na co dzień jestem dość nieśmiała i mam problemy z nawiązywaniem nowych znajomości.
- Ty?! Dziewczyna, która o mało nie zabiła mnie widelcem?!
- Eh, musisz wiedzieć, że oblicze mordercy ujawniam tylko w wyjątkowych sytuacjach, do których ostatni incydent należał. Zazwyczaj jestem nieśmiała i cicha. Delikatna. Zwyczajna szara myszka. Do tego stopnia zwyczajna, że przechodząc korytarzem nawet być mnie nie zauważył. Chyba, że bym na ciebie wpadła… choć i tego nie jestem do końca pewna.
- A ja jestem pewien, … że przesadzasz! Spróbuj… powiedzieć, co o mnie myślisz. Ty się przełamiesz, a ja dowiem się, jak mnie postrzegasz. Obydwoje na tym skorzystamy. Więc…? Jaki jestem…?
„Nieziemsko przystojny, czarujący, ideał każdej kobiety… no przecież mu tego nie powiem. Co on sobie pomyśli? A jak ja mu się nie podobam? Wyjdę na idiotkę…”
- Yyy… no… jesteś miły … i zabawny.
- To wszystko?
- No chyba tak. – powiedziała ściszonym głosem, czując, jak rumieniec oblewa jej twarz.
- Ehh… no jakoś będę musiał to przeżyć.- rzucił z udawaną powagą. - Do jutra Rebbeco. – i zniknął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz