środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział IV


Tego dnia była wyjątkowo niespokojna. Od rana kręciła się nerwowo po domu, ględząc bez przerwy, że nie ma się w co ubrać. Umyła głowę, wymalowała oczy, położyła odrobinę pudru na policzki i, co nigdy wcześniej jej się nie zdarzało, wymalowała usta szminką. W dodatku czerwoną. Włożyła na siebie śliczną, zwiewną turkusową sukienkę, która w talii nieco ją opinała, pokazując przy tym jej niezwykle kobiece kształty. Gdy zeszła na dół po schodach, jej mama aż pisnęła na jej widok.
Rzeczywiście, wyglądała nieziemsko.
Około godziny dziewiętnastej przyszedł po nią Tom. Ubrany był w zwykłe jeansy, koszulę w kratkę włożoną w spodnie i czarne trampki. Ten ubiór sprawiał, że wydawał się jej młodszy, i można powiedzieć, mniej dojrzały niż wówczas. Mimo wszystko wyraz twarzy pozostał taki sam, i ubiór nie był w stanie odebrać mu jego wdzięku. Na widok Rebbecy nabrał powietrza w usta, podnosząc brwi i uśmiechnął się, nie wiedząc zbytnio co powiedzieć. Wybełkotał więc krótkie „Wyglądasz pięknie” i wyszli razem z domu.
Na salę kinową weszli tuż przed rozpoczęciem się seansu. Zajęli środkowe miejsca z tyłu i w tym samym momencie zgasły wszystkie światła. W ciemności Tom zdawał się być jeszcze przystojniejszy. Dodawało mu to powagi i uroku zarazem.
Kilkakrotnie podczas projekcji Rebbeca przyłapała się na tym, że zamiast patrzeć na film, spoglądała na niego. Czasem, gdy się śmiał, miała wrażenie, że to jeden z najpiękniejszych uśmiechów jakie widziała. Momentami nawet film przestawał ją interesować. Wolała go podziwiać ; pięknego, swobodnego i niczego nieświadomego.
Gdy wreszcie męcząca komedia dobiegła końca, a Rebbeca z ulgą opuściła salę kinową, postanowiła przed wyjściem skorzystać z toalety. Szybko załatwiła swoją potrzebę, przy okazji poprawiając fryzurę i makijaż po czym wyszła z ubikacji.
Tom czekał na nią przed toaletami. Stał jakby zamyślony, jednak gdy tylko przyszła Rebbeca, otrząsnął się i wrócił do swojego codziennego zachowania, które ona już dobrze znała.
- Jak ci się podobał film? – zagadał, kiedy wychodzili z kina.- Średnio… po tak znakomitej obsadzie spodziewałam się czegoś lepszego.
- A mi się podobał. Może niektóre sceny były zbyt przerysowane, ale fabuła była bardzo ciekawa.
Dalej szli w milczeniu. Od czasu do czasu na niego zerkała, tak jak podczas filmu, z tą różnicą, że teraz nie musiała się już z tym kryć. On z resztą też na nią patrzył. Tak nieśmiało… nawet zbyt nieśmiało jak na niego, pomyślała Rebbeca.
W pewnym momencie przystanęli. Stali na ulicy, dość słabo oświetlonej. Wokół było mało domów, mało drzew, mało wszystkiego. Nie przejeżdżały tędy auta, przynajmniej nie wtedy. Byli sami.
- Spójrz w gwiazdy. – powiedział do niej delikatnym, lecz stanowczym głosem
- Jakie piękne. Nigdy przedtem nie widziałam, by świeciły takim blaskiem.
- Patrzysz czasem w gwiazdy?
Nie odpowiedziała. Popatrzyła tylko smutnym wzrokiem i opuściła głowę. Patrzyła chwilę na nierówną drogę, po czym podniosła twarz i spojrzała w gwiazdy. Widziała każdą, nawet najdrobniejszą. Było ich tam miliony, a każda z nich miała inną historię godną wysłuchania.
Wtedy on złapał jej rękę. Była ciepła, silna i jej dotyk sprawił, że przestała patrzeć na niebo i spojrzała mu w oczy. Jej lśniały, niczym gwiazdy nad nimi. Jego były ciemne, opanowane, tajemnicze, takie jak zawsze. W pewnym momencie przyciągnął ją do siebie. Założył swoje ręce na jej talii, w miejscu, gdzie sukienka była najmocniej opięta i można by powiedzieć, że siłą woli sprawił, iż oplotła ręce wokół jego szyi. Potem zbliżali się do siebie coraz bardziej, aż w końcu ich usta złączyły się w pocałunku, tak długo przez Rebbecę oczekiwanym.

1 komentarz:

  1. Awwwwww :3
    Fajne, fajnie :) Świetnie się czyta twoje opowiadania, mają coś w sobie ;) Ciekawie tu ;)
    Zaobserwowałam bym, ale nie ma chyba tego do obs :c.
    Będę wpadać ;)

    OdpowiedzUsuń