niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział XII


Droga do szkoły bardzo jej się dłużyła. Miała wrażenie, że idzie już ponad godzinę, tym czasem minęło niespełna dziesięć minut. Na drzewach świeżo pokrytych śniegiem siedziały ptaki, a ona, leniwie i bez przekonania, wodziła wzrokiem za jednym z nich, przelatującym pomiędzy gałęzią, a linią telefoniczną. Słońce delikatnie świeciło, dając niewiele ciepła, jednak wystarczająco dużo, by pokrzepić duszę człowieka. Dzięki temu, Rebbeca nabrała otuchy i znacznie lepiej jej się szło, pomimo że maszerowała samotnie i w milczeniu.
Jakby promienie stopiły lód w jej sercu. Te same rzeczy, widziane z innej perspektywy okazały się być w rzeczywistości piękne i wspaniałe. -Punkt widzenia zależy od układu odniesienia- przypomniała sobie słowa jednego z nauczycieli.
Dotarłszy do szkoły, po raz pierwszy od bardzo dawna, nie chciało jej się płakać. Wręcz przeciwnie, uśmiechnęła się do przypadkowo napotkanego nauczyciela i zagadała do jednego ze znajomych. Niektórzy nawet się za nią odwracali, nie mogąc poznać w dziewczynie dawnej Rebbecy.
Po klasie przeleciał szmer. Nauczycielka patrzyła na nich nieprzyjemnym wzrokiem i tylko czekali aż wypowie słowa „wyciągamy karteczki”. Nie czekali długo. Już po dwóch minutach pytania widniały na tablicy. Rebbeca ujrzawszy ich treść nie wiedziała, czy śmiać się czy płakać. -Nie jestem kosmitą żeby na nie odpowiedzieć- niemo oznajmiła nauczycielce, która właśnie przechadzała się pomiędzy ławkami, chcąc sprawdzić, czy aby na pewno nikt nie ściąga. Spojrzała jeszcze raz na swoją kartkę. –Czas coś napisać – i zaczęła pisać, najszerzej jak się tylko dało, wszystkie myśli, jakie jej w tym momencie przychodziły na myśl. Ponieważ sztuka pisania szła jej znakomicie, nie miała problemu z napisaniem niemalże powieści, na podstawie praktycznie jednej informacji. Pisała to samo na tysiąc różnych sposobów, tak, że po chwili jej pusta dotąd kartka zapełniła się całkowicie okrągłymi literkami.
Z pobłażaniem popatrzyła na belferkę, oddając jej właśnie pracę i wróciła do ławki, nie przejmując się za bardzo perspektywą niskiej oceny. Była bowiem przyzwyczajona do takich niezapowiedzianych kartkówek, a kolejna słaba ocena z tego przedmiotu, nie była dla niej niczym szczególnym.
Zabrzmiał dzwonek. Uczniowie wypadli z klas. Czuła się jak tuńczyk w puszce. Brnęła przez korytarz, przepychając innych uczniów, gdy nagle natknęła się na Nicka. Siedział na parapecie, zajęty był czytaniem jakiejś książki. Rebbeca już chciała do niego podejść, lecz  jeden z nauczycieli zatrzymał ją, chcąc zapytać o jakąś, jak zwykle, bardzo istotną rzecz. Gdy uwolniła się od dłużących się niemiłosiernie pytań, jego już tam nie było.
Zrezygnowana wróciła pod swoją salę lekcyjną. Historia. Dla wszystkich przedmiot ten oznaczał trzydzieści pięć minut nudnej opowieści, poprzedzony „rozmową” z jednym z nieszczęśników. Dla wszystkich, ale nie dla Rebbecy. Ona, ilekroć ktoś ją zapytał dlaczego lubi historię, zawsze odpowiadała – bo to nie przedmiot, tylko nauka o ludziach, którzy kiedyś żyli. Podejmowane przez nich decyzje są przyczyną wszystkiego, co dziś istnieje. I my również jesteśmy historią. Czy tego chcemy, czy nie, należymy i zawsze już będziemy należeć do jej części.
Wysoka, szczupła nauczycielka o wyciągniętej twarzy weszła do klasy spokojnym krokiem, niosąc pod pachą dziennik. Równie spokojnie zajęła swoje miejsce przy biurku i zaczęła sprawdzać obecność. Nagle rozległo się pukanie do drzwi i po chwili do klasy wszedł chłopak. Zamienił z nauczycielką kilka szybkich zdań, po czym wyszedł. Gdy zamykały się za nim drzwi, do Rebbecy dotarło, że był to Nick.
Opuściwszy salę, rzuciła się biegiem za mężczyzną o szerokich ramionach idącym środkiem korytarza. Nie uciekał, ale też nie zwolnił. Szedł dalej, tym samym tempem, jakby nie słysząc biegnącej dziewczyny. Dopiero gdy go dotknęła, obruszył się nieco, ale i tak nie spojrzał jej w twarz. Jego wzrok błądził wszędzie, zachowując jednak bezpieczną odległość od twarzy Rebbecy.
-Zachowałam się fatalnie, przepraszam. Sama nie wiem dlaczego tak powiedziałam. Czy twoja propozycja jest dalej aktualna? – mówiła, lecz zanim zdążyła dokończyć, twarz chłopaka się rozjaśniła, a on wybełkotał tylko: - Piątek, siedemnasta, lodowisko.

                                                  ***
Choć w tym tygodniu zamierzała porządnie przyłożyć się do nauki, jej plany spełzły na niczym. Nie mogła przestać myśleć o piątkowym spotkaniu z Nickiem. Chociaż w poniedziałek zdawał się być tajemniczy i w dalszym ciągu nieco obrażony, miała wrażenie, że jednak ucieszył się z jej przeprosin i samego faktu że nie jest jej obojętny.
                                                         
                                                           ***

Rebbeca stała w kolejce do kasy, próbując opanować emocje. Starała się przybrać pozę poważnej i dojrzałej kobiety, jednak z marnym skutkiem. Gdy wreszcie dotarł do niej Nick, brązowooki bożyszcz serc nastolatek , jej podekscytowanie wzrosło jeszcze bardziej. Niemalże nie była w stanie wystać w miejscu. Chłopak, widząc jej nienaturalne zachowanie, zapytał: -Czemu jesteś taka pobudzona?, wysyłając jej przy tym porozumiewawczy uśmiech. – Jak widać kawa mi nie służy – uśmiechnęła się w odpowiedzi i wyciągnęła portfel, żeby zapłacić za bilet.
-Więc…jak ci minął tydzień?- zagadała, udając się w stronę płyty lodowiska.
- No cóż, szczerze… od poniedziałku myślałem głównie o naszym dzisiejszym spotkaniu. – Rebbeca aż wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia, jednak zrobiła to na tyle dyskretnie, że Nick niczego nie zauważył. – Mogę ci zadać pytanie? – zapytał, a w jej myślach już przed nią klęczał, z pierścionkiem zaręczynowym, pytając czy za niego wyjdzie.
–Rebbeca?- upewnił się, czy usłyszała, o co ją zapytał. Szybko otrząsnęła się ze swoich niedorzecznych fantazji, dając mu jednocześnie do zrozumienia, że wcale go nie słuchała.
 – Pytałem, dlaczego wtedy, na dyskotece, tak mnie potraktowałaś– znów się zamyśliła. Nie potrafiła mu odpowiedzieć. A może potrafiła, ale nie chciała? Bo co miała powiedzieć? Że była po prostu o niego zazdrosna? Że nie mogła mu wybaczyć zajścia z urodzin, gdy bawił się w najlepsze, podczas gdy ona siedziała sama? Przegryzała wargę. Setki pomysłów, jak się wywinąć z tej całej krępującej sytuacji, przewijały się przez jej mózg niemalże z prędkością światła. – Miałam zły dzień – powiedziała zwięźle, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że nie chce drążyć już tego tematu.
Ostrożnie postawiła pierwszy krok na płycie, postępując coraz pewniej z każdym kolejnym. Nick radził sobie o wiele lepiej, ale nie był to dla niego powód, żeby szydzić z Rebbecy. Cierpliwie zaczekał, aż przypomni sobie umiejętności nabyte w poprzednich latach i wspólnie zaczęli zataczać najwspanialsze koło w jej życiu.
Jak na pierwszy raz od dwóch lat, szło jej całkiem nieźle. Łyżwiarstwem figurowym nie można było tego nazwać, fakt, ale swoimi zdolnościami niespecjalnie wyróżniała się z tłumu. Niestety, pewność siebie zachwiał niezrównoważony, jej zdaniem, emocjonalnie chłopak, który pędząc trzy razy szybciej od pozostałych, popchnął ją wystarczająco silnie, by straciła równowagę.
Całe zdarzenie najprawdopodobniej skończyłoby się poważną kontuzją, gdyby nie jeżdżący z Rebbecą Nick, który w porę zareagował, łapiąc dziewczynę w talii. Stanąwszy na równe nogi, popatrzyła na chłopaka pełnym wdzięczności wzrokiem. On serdecznie się do niej uśmiechnął i przyjaznym tonem dodał :
-Musisz trochę bardziej uważać. Niestety do Denise Biellmann[1] trochę ci brakuje.
Na ten komentarz oboje wybuchnęli śmiechem. Czuła się w jego towarzystwie coraz pewniej i miała wrażenie, że może temu chłopakowi zaufać. Zauważyła w nim prawdziwego przyjaciela, a takiego ostatnio bardzo potrzebowała. On również ją polubił i doskonale to wiedziała. Z chęcią opowiadał kolejne historie, a Rebbecy słuchało się go bardzo przyjemnie. Miał piękny głos, czego nie omieszkała mu powiedzieć. 
-Masz niesamowitą barwę głosu, wiesz? – przerwała jedną z opowieści na rzecz komplementu. – Przypomina mi głos jednego z tych Holywoodzkich aktorów, na których filmach moja mama zawsze płacze. – uzupełniła wypowiedź. Nick się uśmiechnął i podziękował, ale zauważyła, że był nieco zmieszany. Wypadałoby zmienić temat, pomyślała.
-A ty oczy- popatrzył na nią głębokim, pełnym nadziei wzrokiem. W pewnym momencie poczuła się wręcz nieswojo, więc, jak gdyby nic się nie stało, odwróciła głowę i zaczęła mówić o czymś zupełnie innym. Nick spochmurniał. Od tego momentu był dziwnie zamyślony i na wywody Rebbecy jedynie od czasu do czasu potakiwał, blado się przy tym uśmiechając.
Widziała, że coś jest nie tak. Nie chcąc dać po sobie poznać, że zauważyła nagłą zmianę, kontynuowała świdrującą w mózgu chłopaka wypowiedź, to go szturchając, to wybuchając nieuzasadnionym śmiechem. Prowadząc taki monolog przez prawie pół godziny, dziewczyna nieco się zmieszała. Musiała coś zrobić, tylko zachodziła w głowę co. Nagle, zaskakując przy tym samą siebie, złapała Nicka za rękę, udając, że jej zachowanie jest naturalne i zwyczajne. Tym miłym dla niego gestem, wyrwała go z transu, w którym trwał od dłuższego czasu.
Tymczasem sama biła się z myślami, czy dobrze postąpiła. Zdawała sobie sprawę, że takie zachowanie jest bardzo sugestywne i może narobić chłopakowi nadziei (a tego przecież nie chciała), ale na odwrót było już za późno. Muszę więc udawać, że nic takiego się nie stało, postanowiła, siląc się na uśmiech. Nick zdawał się być weselszy i bardziej przytomny niż przedtem. Jego policzki nabrały rumieńców, i wyglądał tak uroczo…
- Jakieś plany na święta? – powiedział rozradowany Nick, przerywając męczące rozważania.
- Wracam do domu. To znaczy – tu na chwilę się zamyśliła, nie wiedząc jak nazwać miasteczko, w którym tak wiele się wydarzyło. – Ciocia nas do siebie zaprosiła. Mieszka niedaleko od miejsca, w którym do niedawna mieszkałam. Spędzimy tam wigilię, może zostaniemy na kilka dni. Choć miała z tamtym miejscem wiele niemiłych wspomnień, jakaś część jej cieszyła się na myśl o świętach w rodzinnej miejscowości. Poza tym, po raz pierwszy od pięciu lat, miała przyjechać mama. Nie zostawała na długo, ale nawet te kilka dni spędzonych z niewidzianą tyle lat osobą, były dla niej spełnieniem marzeń. Tak bardzo za nią tęskniła. Nigdy tego nie przyznawała, ale bardzo brakowało jej mamy. Jej ciepła, dobra, zrozumienia- ojciec nie mógł tego zapewnić. Był ważny dla Rebbecy, ale to mama była jej najlepszą przyjaciółką z dziecięcych lat. Pomimo upływu czasu doskonale pamiętała wspólne wyjazdy nad morze. Oczami wyobraźni widziała, jak wspólnie lepiły zamek z piasku, oraz swój zawód, gdy fale morskie zburzyły wspaniałą fortecę. Chciała, by mama była znów z nimi, tak jak wtedy, gdy była małą dziewczynką. Tkwiło w niej jednak przeczucie, że choćby powiedziała prawdę, jej słowa nic nie zmienią, a ona tylko obnaży się z jedynej tajemnicy, o której nie wiedział nikt.
-Ja też wyjeżdżam, niestety dalej i na znacznie dłużej, do Hiszpanii. – oznajmił Nick, który w tym momencie nieco posmutniał. – Moja babcia tam mieszka, a ze względu na swój sędziwy wiek nie może podróżować samolotem. Prawdę powiedziawszy nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tym razem to ona do nas przyleciała, ale wiesz jak to z ludźmi starej daty bywa. Jak coś sobie ubzdurają, to już ich nie przekonasz – uśmiechnął się sam do siebie, po czym kontynuował.
 –W sumie nie narzekam, bo święta w Hiszpanii są naprawdę piękne.
Święto Navidad [2], choć obchodzone w tym samym czasie, znacznie różni się od tradycyjnych Świąt Bożego Narodzenia. Przede wszystkim o wiele więcej w nim radości oraz publicznego świętowania na ulicach.
W tym momencie urwał, ponieważ przez głośniki rozległ się komunikat o zakończeniu ślizgawki. W dobrych humorach opuścili teren lodowiska, po czym pożegnali się i rozeszli
w różne strony.

________________________________________________________________________
[1] Denise Biellmann- jest mistrzynią Europy i Świata z 1981r. w łyżwiarstwie figurowym.
[2] Navidad - odpowiednik Świąt Bożego Narodzenia, obchodzony w Hiszpanii. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz