niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział XV


„All i want for Christmas is You” – słowa te, były pierwszymi, które Rebbeca usłyszała 24 grudnia. Zanim otworzyła oczy, wsłuchiwała się w kolejne wersy piosenki Mariah Carrey, którą dzień wcześniej ustawiła sobie na budzik. Z uśmiechem na twarzy i kosmetyczką pod pachą powędrowała w stronę łazienki. Była w tak dobrym nastroju, że nawet dzieci przepychające się w korytarzu nie były w stanie go zepsuć. Równie cierpliwie zniosła konieczność odczekania piętnastu minut na swoją kolej w toalecie.
Podczas szybkiego prysznica, który postanowiła wziąć na dobry początek dnia, cały czas podśpiewywała świąteczne piosenki. W ciągu pół godziny zrobiła z sobą porządek i z ręcznikiem owiniętym wokół włosów, łudząco przypominającym turban, zeszła do kuchni. Na stole czekały na nią grzanki z dżemem i szklanka mleka. Obok śniadania zauważyła karteczkę, którą pewnie zostawiła jej ciotka. „Poszłam do sklepu po parę rzeczy na Wigilię. Tata jest ze mną, a dzieciaki u sąsiadki. Jeśli możesz, posprzątaj trochę w kuchni. Wrócę o 13. Całuję”. Kochana, pomyślała. Cóż, skoro jest dziewiąta, a mam 4 godziny, może pójdę się spotkać z Nickiem?
W oka mgnieniu wykonała polecenie ciotki, ubrała płaszcz i w szybkim tempie, ponieważ chciała jak najszybciej zobaczyć się z chłopakiem, a także z powodu siarczystego mrozu, który tego ranka był bardzo odczuwalny, szła przed siebie.
Zapukała do tych samych dębowych drzwi, co dnia poprzedniego, i również tym razem otworzył jej ojciec Nicka. Tego dnia był jednak bardziej pewny i bez żadnych zbytecznych słów, czy też gestów, zaprosił ją do środka. W salonie stała, przybrana już, choinka, która w świetle kominkowego ognia prezentowała się niezwykle okazale, zachwycając Rebbecę swoim stylem i gustem. Z głębi domu ‘’wyciekał’’ słodki zapach pierniczków, które pani domu najwyraźniej właśnie wyciągnęła z piekarnika.
W czasie gdy dziewczyna rozglądała się po domu, Nick zdążył już zejść na dół. Poinformował rodziców o tym, że wychodzi i słysząc aprobatę z ich strony zatrzasnął za nimi drzwi. Szli w milczeniu, trzymając się za ręce. Chłopak był w dobrym nastroju, jednak widząc zamyślenie Rebbecy wolał poczekać na jej ruch. - Gdy do ciebie szłam – zaczęła- miałam wrażenie, że... ktoś mnie obserwuje.
Spojrzał na nią troskliwie i sam nie wiedząc, co na to odpowiedzieć, po prostu dalej milczał. Z własnego doświadczenia wiedział, że niektóre rzeczy w obecności kobiet lepiej pozostawić bez komentarza. Oczywiście, mógł jej powiedzieć, że najprawdopodobniej to wszystko jej się przewidziało i pewnie, jak to płeć piękna ma w zwyczaju, przerysowuje pewne fakty, jednak wizja kłótni, w której od początku byłby na przegranej pozycji zgasiła jego pomysł w zarodku.
Dziewczyna w dalszym ciągu kontynuowała swoje wywody, a Nick, niespecjalnie tym przejęty, szedł dalej, rozkoszując się utęsknionym spacerem z ukochaną. Gdy jej emocje nieco opadły i wydawała się pokrzepiona własnymi słowami, chłopak wyzwolił jej dłoń z uścisku i stanąwszy z nią twarzą w twarz zdobył się na wyznanie.
- Rebbeco? – wymówił jej imię powoli i dokładnie, ale nie po to, by zaczęła go słuchać, lecz by spojrzała mu w oczy. Z tym miała zawsze największy problem, ponieważ, nie wiedzieć czemu, męskie oczy działały na nią jak letnie słońce. Raziły ją tak bardzo, że nie była w stanie wytrzymać w tej pozycji dłużej niż kilka sekund. Uczucie to, zauważyła, ostatnimi czasy bardzo się pogłębiło. Może to dlatego, że przez dłuższy czas nie musiała z sobą walczyć w ten sposób? Tak czy inaczej musiała się przełamać i wiedziała, że właśnie nadszedł ten moment.
- Bałem się przyznać to sam przed sobą, ale przez ten czas, gdy cię nie było, moje życie nie miało sensu. Nie miało sensu, bo … to ty nim jesteś. Już dzisiaj wiem, że nigdy nie pokocham nikogo tak mocno jak ciebie. Wiedz, że jesteś jedynym powodem dla którego żyję. Tutaj zmuszony był przerwać, ponieważ Rebbeca, nie umiejąc opanować swoich emocji, zaczęła histerycznie płakać. Właściwie sama nie wiedziała, dlaczego to robi, ale z tak samo niewiadomych przyczyn nie potrafiła się pohamować. – Czy mógłbyś mnie odprowadzić do domu? – poprosiła po upływie jakiegoś czasu słabym, wciąż łamiącym się głosem. Nick, naturalnie, spełnił jej życzenie, choć sam był w niemałym szoku. Nie miał bowiem pojęcia, co mogła oznaczać niecodzienna reakcja dziewczyny. Czy sprawił jej przykrość? Ból? Nurtowało go to, ale ta sama intuicja co wcześniej podpowiadała, że lepiej o nic nie pytać.
Gdy już mieli się rozstać Rebbeca, co było kolejnym zdziwieniem dla Nicka, rzuciła mu się na szyję, składając masę czułych pocałunków. Miał wrażenie, jakby starała się w ten sposób zrekompensować swoje wcześniejsze zachowanie. Czuł jednak, że nie może się na nią dłużej gniewać, więc odpowiedział jej tym samym.

                                                                    ***
Zanim zaczęli świętować, ciotka miała dla wszystkich, a zwłaszcza dla Rebbecy, smutną wiadomość.
- Moi kochani – przemówiła. – Z przykrością muszę was powiadomić, że przed chwilką otrzymałam telefon od Margaret. Niestety, ze względu na złe warunki pogodowe jej lot został odwołany – spojrzała na załamaną Rebbecę, która z trudem powstrzymywała łzy, po czym szepnęła w jej stronę – przykro mi. Niestety nie był to koniec niespodzianek dzisiejszego wieczoru.  W pewnym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Pozostali członkowie rodziny zdawali się być mocno zdziwieni, jednak nie Rebbeca, dla której wraz ze słowami „został odwołany” wszystko inne przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
Ciotka podniosła się od stołu i spokojnym krokiem udała się w kierunku drzwi. Po jej głosie nie było słychać ni nutki zdziwienia, wręcz przeciwnie – można by przypuszczać, że kobiet spodziewała się tej wizyty. – Chciałabym przedstawić wam naszego sąsiada. Bardzo uczynny z niego chłopak – przedstawiła rodzinie przybysza. – Spotkałam go w sklepie. Gdy dowiedziałam się, że Wigilię spędza samotnie, postanowiłam go zaprosić. Proszę, usiądź tutaj – powiedziała do chłopaka, usadzając go dokładnie naprzeciw Rebbecy. Choć do tej pory nie była zbyt przejęta, sama nie wiedząc czemu, podniosła wzrok. W pierwszej chwili oceniała jego gust, wzorując się na białej koszuli i eleganckiej marynarce, jednak gdy tylko z piersi owego mężczyzny wydobył się radosny okrzyk jej imienia, zaniechała tą czynność, z przerażeniem wpatrując się w jego twarz. Nie dłużej niż pół sekundy zajęło jej rozpoznanie chłopaka. Zamarła z przerażenia. To był Tom.
Kobieta zdawała się nie zauważyć zszokowanej miny siostrzenicy, sama bowiem była zaabsorbowana faktem, że Rebbeca i Tom się znają. Zaczęła zadawać masę pytań, jednak widząc, że nie są specjalnie skorzy do zwierzeń, taktownie zmieniła temat. Dziewczyna w dalszym ciągu nie mogła uwierzyć w swojego, można by rzec, pecha. Siedziała z rozdziawioną buzią, cały czas wpatrując się w Toma. Chwilami miała nawet wrażenie, że jemu to schlebia! Nie wiedziała co z sobą zrobić; jednocześnie była wściekła na ciotkę, która, choć niczego nie świadoma, zaprosiła jej byłego, a z drugiej starała się całą swoją mocą powstrzymać potok łez, który lada chwila miał wypłynąć. Jak dziś pamiętała moment, w którym ją zdradził. Nikt dotąd tak jej nie upokorzył. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Chciała o nim zapomnieć i udało jej się… niestety nie na długo.
Gdy dotarł do niej bardzo bolesny fakt łamania się opłatkiem, serce podskoczyło jej do gardła. Ostatnią rzeczą, na którą miała chęć, było składanie życzeń zdrajcy. Podłemu człowiekowi bez uczuć. Niestety, tradycja to tradycja. Odczytawszy ewangelię, wszyscy wzięli po jednym opłatku i zaczęli się łamać. Swoją kolej na składanie życzeń odwlekła jak tylko się dało. Z nadzieją błądziła wzrokiem po pokoju licząc, że ktoś jeszcze nie przełamał się z Tomem, niestety – była ostatnia. Wciągnąwszy olbrzymią ilość powietrza w płuca czekała, aż chłopak do niej podejdzie. W tym czasie trzy razy robiło jej się słabo, a raz nawet chciała zwymiotować. Gdy podszedł do niej na tyle blisko, że nie było już odwrotu, odważnie podniosła głowę, napinając wszystkie mięśnie ciała, nerwowo ściskając opłatek w dłoni. Jakimś cudem udało jej się to przeżyć. Mimo wszystko nadal była zła. Ku nieszczęściu wszystkich, a zwłaszcza Toma, nie należała do osób, które szybko wybaczają. I tym razem nie zamierzała odpuścić.
Jako pierwszy na stół wjechał barszcz z uszkami. Zamiast pomóc ciotce w obsłużeniu gości, siedziała sztywno przy stole, jakby starając się w ten sposób ukarać kobietę za zaproszenie chłopaka. Nie mogła się pogodzić, że tak znienawidzona przez nią osoba siedzi przy tym samym stole wigilijnym, symbolu pokoju i zgody. Po jej ciele przeszły ciarki.
Kolacja minęła szybciej, niż Rebbeca mogłaby się tego spodziewać. Jeszcze tylko śpiewanie kolęd i nie będę musiała dłużej na niego patrzeć, pomyślała. W ten oto sposób wszyscy zgromadzeni zaczęli śpiewać „Cichą noc”. Wysokie dźwięki wydobywające się z ust najstarszych członkiń rodu doprowadzały dziewczynę do szaleństwa, wbijając się w jej mózg z siłą wiertła. Nagle, ku zdziwieniu wszystkich, ponownie rozległo się pukanie do drzwi. Tym razem nawet ciotka była zaskoczona.
Z hallu dobiegły radosne okrzyki dwóch kobiet. Rebbeca instynktownie wstała od stołu i poszła sprawdzić powód euforii ciotki. Oczy zaszły jej łzami i niewiele myśląc rzuciła się na nowoprzybyłą kobietę.
–Mówili, że nie przylecisz! – łkała z radością, wciąż nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście. –Jak to możliwe, że jednak jesteś?
- Magia świąt, skarbie – odparła wysoka kobieta, przytulając do siebie mocniej zapłakaną Rebbecę.
Margaret, wysoka blondynka przypominająca hollywoodzką gwiazdę, ściągnęła z siebie równie spektakularne futro, kładąc je starannie na skórzanej kanapie. Ciotka szybko uwinęła się z przygrzaniem jej wigilijnych potraw, a gdy to uczyniła, powrócili do śpiewania kolęd. Tylko Rebbeca, nie zwracając już zupełnie uwagi na Toma, z zaciekawieniem przyglądała się spożywającej posiłek mamie. Wyglądała zupełnie jak anioł. Dziewczyna nie mogła nadziwić się jej idealnym rysom twarzy oraz pięknym niebieskim oczom. Przez ich niewinność była skłonna przypuszczać, że kobieta jest jeszcze dzieckiem. Chciała jej to powiedzieć, ale widząc znużenie w oczach matki, zaniechała swój pomysł, zastępując go czułym przytuleniem. Kobieta delikatnie się uśmiechnęła i przepraszając wszystkich wstała od stołu, tłumacząc, że źle się czuje. Rebbeca bardzo się zasmuciła, ale wiedziała, że nic nie może na to poradzić. Oddaliła złe myśli w niepamięć i wróciła do świętowania.

                                                               ***
Większość gości pojechała już do swoich domów. Przy stole zostało dosłownie kilka osób. Wród nich Tom.
Rebbeca zabrała się do zmywania po wieczerzy. Robiła to niechętnie, ale czuła, że ma dług wobec ciotki po swoim wcześniejszym zachowaniu. Stała tyłem do salonu, kompletnie nie pamiętając o obecności gości. Nic więc dziwnego, że gdy poczuła czyjść oddech na swoim karku, włosy stanęły jej dęba. Powoli się odwróciła.
- Mogę mieć do ciebie prośbę?- zapytał nieśmiało, udając niewiniątko. Czuła, że zaraz zwymiotuje.
- Czego chcesz? – wycedziła przez zęby, wcale nie zamierzając darować mu win, pomimo wyjątkowej daty.
- Proszę, porozmawiajmy- nalegał. Gdy starała się go wyminąć, by zebrać kolejne talerze, skutecznie zastąpił jej drogę. Popatrzyła na niego zabójczym wzrokiem, tym razem nie dając za wygraną.
- Może zabrzmi jak z jakiegoś kiepskiego filmu, ale ja naprawdę nie mam o czym z tobą rozmawiać. Potrzebowałam trochę czasu, żeby to sobie uświadomić, ale nie wnosisz nic do mojego życia. Tak więc wybacz, ale będę cię traktować jak powietrzę.
- Jesteś pewna? Bez powietrza nie można żyć – rzucił rozbawiony, a także usatysfakcjonowany takim obrotem sprawy. No nie, pomyślała. Muszę go skutecznie spławić i to jak najszybciej.
- Jeśli myślisz, że to coś zmieni, grubo się mylisz. Nienawidzę cię za to co zrobiłeś, rozumiesz?! Nienawidzę! – W jej oczach były teraz błyskawice, gotowe w każdej chwili strzelić w natręta. Była rozwścieczona, również skłonna do łez, ale pierwsza natura zdecydowanie wzięła górę nad drugą. Chociaż była bardzo nieśmiała, teraz nie miała żadnych skrupułów. Zawsze dopinała swego.
-Wyjdź. – Nie musiała powtarzać. Tom zdawał się przyjąć do świadomości, że nic tu więcej nie wskóra. W momencie złość i histeria ustąpiły z jego twarzy, a na ich miejsce pojawiły się uprzejmość i serdeczność. Ze smutnym uśmiechem i wzrokiem w dalszym ciągu wbitym w Rebbecę podziękował za gościnę, i ubrawszy płaszcz – wyszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz