Drogi pamiętniku
!!!
To spotkanie było
niesamowite! Pocałował
mnie! Potem długo
rozmawialiśmy
- o wszystkim i o niczym. Zbliżyłam
się
do niego. Kiedy patrzyłam
w te jego oczy, czułam
się
taka wyjątkowa…
Potem odprowadził
mnie domu. Pomimo, że
już
dawno było
ciemno, a on musiał
wracać
sam. To było
takie miłe
z jego strony … Nie chcę
zapeszać,
ale chyba się
w nim zakochałam.
***
Odłożyła pióro, zamknęła pamiętnik, po czym podeszła do
okna. Otworzyła je, położyła ręce na parapecie. Była bezchmurna noc. Prawdziwa
letnia noc. Ciepła, nieco duszna, z unoszącą się w powietrzu przygodą.
Popatrzyła w gwiazdy. Lśniły nie mniej niż gdy była z Tomem. Może jednak coś mi
w życiu wyszło, pomyślała, uśmiechając się do siebie.
Od tej pory spotykała się z nim prawie codziennie. Chodzili
na długie spacery, a on okazywał jej czułość, pokazywał jak bardzo mu na niej
zależy. Czuła, że może się przy nim czuć bezpiecznie. Lubiła się do niego
przytulać. Zawsze pachniał perfumami z Playboya. Gdy wtulała twarz w jego
pierś, zapach perfum wypełniał całe jej ciało. Spędzając z nim czas, miała
wrażenie, że zna go od lat. Wiedziała, że może mu powierzyć wszystkie swoje
tajemnice, a on nikomu ich nie powie. Nie musiał nawet obiecywać, jedno spojrzenie
wystarczyło, by mu zaufać. Uzależniła się od niego, był dla niej jak tlen.
Gdyby teraz go zabrakło, nie poradziłaby sobie bez niego. Był nieodłączną
częścią jej życia, jak śniadanie, obiad i kolacja, jak wieczorna modlitwa, jak
chodzenie do szkoły i niedzielna msza. Był kimś więcej niż tylko chłopakiem.
Był jej drugą, brakującą dotąd częścią. Nigdy przedtem nie czuła czegoś
takiego. Po pewnym czasie stało się dla niej jasne, że nie potrafi bez niego
żyć. Że go kocha.
- Obiecaj mi, że mnie nigdy nie zostawisz, dobrze? –
zapytała, tuląc się do niego. On, w ramach odpowiedzi, przytulił ją jeszcze
mocniej, pogłaskał delikatnie po głowie, po czym pocałował w sam jej czubek. W
tamtym momencie wyglądał jak zatroskany ojciec, pocieszający swoją małą córeczkę.
Ale ona potrzebowała tej czułości, tego ciepła i troski. Była mu wdzięczna za
każdą rzecz, którą dla niej robił.
Dzięki temu, udało mu się do niej zbliżyć, jak jeszcze nikomu przedtem.
Dzięki temu, udało mu się do niej zbliżyć, jak jeszcze nikomu przedtem.
Pewnego sobotniego wieczoru udało jej się wyciągnąć go na
dyskotekę. Przyjechał po nią punkt osiemnasta. Ona, jak zwykle odstawiona, on w
swojej skórzanej kurtce. Razem prezentowali się wspaniale.
Gdy wchodzili do klubu była z siebie dumna. Wszyscy zwrócili
głowy w ich kierunku. Nie trwało to długo, ale wystarczyło, by Rebbeca poczuła
się wyjątkowa.
Nie musiała długo czekać, by Tom poprosił ją do tańca. Dziewczyny siedzące przy barze cały czas patrzyły w ich kierunku, bez przerwy nagadując coś do siebie. Tej nocy Rebbecy jednak wyjątkowo to nie przeszkadzało. Cieszyła się wręcz, że grupka, w której była Camille, patrzy z zazdrością na adorującego ją Toma, który nawet nie zwracał na nie uwagi.
Nie musiała długo czekać, by Tom poprosił ją do tańca. Dziewczyny siedzące przy barze cały czas patrzyły w ich kierunku, bez przerwy nagadując coś do siebie. Tej nocy Rebbecy jednak wyjątkowo to nie przeszkadzało. Cieszyła się wręcz, że grupka, w której była Camille, patrzy z zazdrością na adorującego ją Toma, który nawet nie zwracał na nie uwagi.
Camille chodziła do równoległej klasy. Nie znosiły się z
Rebbecą. Na sam widok Camille, Rebbecy robiło się niedobrze. Gardziła ludźmi,
którzy z zazdrości zrobią wszystko, by zniszczyć cudze marzenia i upokorzyć ich
przed innymi, a Camille właśnie taka była – fałszywa i wredna. Cieszyła się
więc, gdy mogła się przed nią pochwalić, że ma chłopaka, i to nie byle jakiego,
tylko „nieziemskiego Toma”, jak nazywała go niekiedy w swoim pamiętniku. Ona
natomiast, siedząc samotnie przy barze, wodziła za nimi wzrokiem, popijając
soczek pomarańczowy przez różową słomianą rureczkę. Rebbecę bawiła ta cała
sytuacja, triumfowała wręcz, do czasu, gdy wysoki blondyn podszedł do Camill,
prosząc ją najwyraźniej do tańca, ponieważ ta odstawiła napój, uśmiechnęła się,
i podając chłopakowi rękę ruszyła z nim na parkiet. Rebbeca ukryła swoją złość
i rozczarowanie, które poniekąd towarzyszyły jej w zaistniałej sytuacji, i
skupiła się wreszcie na Tomie, który wpatrywał się w nią jak w obrazek. Jego
oczy świeciły, jak zawsze, co z łatwością mogła teraz zauważyć, gdy dzieliły ją
od niego centymetry. Maksymalnie wytężał swój wzrok, jak gdyby bał się, że gdy
spojrzy gdzie indziej, jej twarz zniknie, a on już nigdy jej nie zobaczy.
Zachował jednak przy tym swój czarujący uśmiech, dzięki czemu Rebbeca nie czuła
się nieswojo. Wkrótce puszczono wolną przytulankę, tak więc zgodnie z jej
przeznaczeniem Rebbeca objęła rękami jego szyję i położyła głowę na jego
ramieniu. Kołysali się w rytm muzyki, a ona czuła się tak swobodnie, że
momentami myślała, że zaśnie. Uwielbiała to uczucie błogości, które tworzyło
się jedynie w towarzystwie Toma. Sprawiało ono, że był on dla niej jeszcze
bardziej wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. „Jeśli to nie jest miłość, to co
nią jest?” – pomyślała Rebbeca, trwając w pożegnalnym pocałunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz