środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział V


                                      Drogi pamiętniku !!!
To spotkanie było niesamowite! Pocałował mnie! Potem długo rozmawialiśmy - o wszystkim i o niczym. Zbliżyłam się do niego. Kiedy patrzyłam w te jego oczy, czułam się taka wyjątkowa…
Potem odprowadził mnie domu. Pomimo, że już dawno było ciemno, a on musiał wracać sam. To było takie miłe z jego strony … Nie chcę zapeszać, ale chyba się w nim zakochałam.

                                             ***
Odłożyła pióro, zamknęła pamiętnik, po czym podeszła do okna. Otworzyła je, położyła ręce na parapecie. Była bezchmurna noc. Prawdziwa letnia noc. Ciepła, nieco duszna, z unoszącą się w powietrzu przygodą. Popatrzyła w gwiazdy. Lśniły nie mniej niż gdy była z Tomem. Może jednak coś mi w życiu wyszło, pomyślała, uśmiechając się do siebie.

                                                        ***
Od tej pory spotykała się z nim prawie codziennie. Chodzili na długie spacery, a on okazywał jej czułość, pokazywał jak bardzo mu na niej zależy. Czuła, że może się przy nim czuć bezpiecznie. Lubiła się do niego przytulać. Zawsze pachniał perfumami z Playboya. Gdy wtulała twarz w jego pierś, zapach perfum wypełniał całe jej ciało. Spędzając z nim czas, miała wrażenie, że zna go od lat. Wiedziała, że może mu powierzyć wszystkie swoje tajemnice, a on nikomu ich nie powie. Nie musiał nawet obiecywać, jedno spojrzenie wystarczyło, by mu zaufać. Uzależniła się od niego, był dla niej jak tlen. Gdyby teraz go zabrakło, nie poradziłaby sobie bez niego. Był nieodłączną częścią jej życia, jak śniadanie, obiad i kolacja, jak wieczorna modlitwa, jak chodzenie do szkoły i niedzielna msza. Był kimś więcej niż tylko chłopakiem. Był jej drugą, brakującą dotąd częścią. Nigdy przedtem nie czuła czegoś takiego. Po pewnym czasie stało się dla niej jasne, że nie potrafi bez niego żyć. Że go kocha.
- Obiecaj mi, że mnie nigdy nie zostawisz, dobrze? – zapytała, tuląc się do niego. On, w ramach odpowiedzi, przytulił ją jeszcze mocniej, pogłaskał delikatnie po głowie, po czym pocałował w sam jej czubek. W tamtym momencie wyglądał jak zatroskany ojciec, pocieszający swoją małą córeczkę. Ale ona potrzebowała tej czułości, tego ciepła i troski. Była mu wdzięczna za każdą rzecz, którą dla niej robił.
Dzięki temu, udało mu się do niej zbliżyć, jak jeszcze nikomu przedtem.

                                                          ***
Pewnego sobotniego wieczoru udało jej się wyciągnąć go na dyskotekę. Przyjechał po nią punkt osiemnasta. Ona, jak zwykle odstawiona, on w swojej skórzanej kurtce. Razem prezentowali się wspaniale.
Gdy wchodzili do klubu była z siebie dumna. Wszyscy zwrócili głowy w ich kierunku. Nie trwało to długo, ale wystarczyło, by Rebbeca poczuła się wyjątkowa.
Nie musiała długo czekać, by Tom poprosił ją do tańca. Dziewczyny siedzące przy barze cały czas patrzyły w ich kierunku, bez przerwy nagadując coś do siebie. Tej nocy Rebbecy jednak wyjątkowo to nie przeszkadzało. Cieszyła się wręcz, że grupka, w której była Camille, patrzy z zazdrością na adorującego ją Toma, który nawet nie zwracał na nie uwagi.
Camille chodziła do równoległej klasy. Nie znosiły się z Rebbecą. Na sam widok Camille, Rebbecy robiło się niedobrze. Gardziła ludźmi, którzy z zazdrości zrobią wszystko, by zniszczyć cudze marzenia i upokorzyć ich przed innymi, a Camille właśnie taka była – fałszywa i wredna. Cieszyła się więc, gdy mogła się przed nią pochwalić, że ma chłopaka, i to nie byle jakiego, tylko „nieziemskiego Toma”, jak nazywała go niekiedy w swoim pamiętniku. Ona natomiast, siedząc samotnie przy barze, wodziła za nimi wzrokiem, popijając soczek pomarańczowy przez różową słomianą rureczkę. Rebbecę bawiła ta cała sytuacja, triumfowała wręcz, do czasu, gdy wysoki blondyn podszedł do Camill, prosząc ją najwyraźniej do tańca, ponieważ ta odstawiła napój, uśmiechnęła się, i podając chłopakowi rękę ruszyła z nim na parkiet. Rebbeca ukryła swoją złość i rozczarowanie, które poniekąd towarzyszyły jej w zaistniałej sytuacji, i skupiła się wreszcie na Tomie, który wpatrywał się w nią jak w obrazek. Jego oczy świeciły, jak zawsze, co z łatwością mogła teraz zauważyć, gdy dzieliły ją od niego centymetry. Maksymalnie wytężał swój wzrok, jak gdyby bał się, że gdy spojrzy gdzie indziej, jej twarz zniknie, a on już nigdy jej nie zobaczy. Zachował jednak przy tym swój czarujący uśmiech, dzięki czemu Rebbeca nie czuła się nieswojo. Wkrótce puszczono wolną przytulankę, tak więc zgodnie z jej przeznaczeniem Rebbeca objęła rękami jego szyję i położyła głowę na jego ramieniu. Kołysali się w rytm muzyki, a ona czuła się tak swobodnie, że momentami myślała, że zaśnie. Uwielbiała to uczucie błogości, które tworzyło się jedynie w towarzystwie Toma. Sprawiało ono, że był on dla niej jeszcze bardziej wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. „Jeśli to nie jest miłość, to co nią jest?” – pomyślała Rebbeca, trwając w pożegnalnym pocałunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz